Tłumaczenie wywiadu dla magazynu „Libération Next” - Lanaism • Lana Del Rey Polska
 

Tłumaczenie wywiadu dla magazynu „Libération Next”

To są właśnie te usta, o których mówią ludzie, ten subtelny głos, ten (zbyt) błyskawiczny sukces. Czy istnieje osoba, która nie wyśmiewała się z Lany Del Rey w ciągu ostatnich dwóch lat po publikacji jej pierwszego albumu? Jej pseudonim i prezencja za bardzo przypominały Davida Lyncha oraz Mulholland Drive, aby wydawała się kimś sympatycznym. A skąd pochodziła? Czy była autentyczna? Wraz z mijającymi miesiącami, minęła również wrogość. Jej twórczość jednak pozostała. Teraz, kiedy przygotowuje się do wydania drugiego wydawnictwa – „Ultraviolence” – spotkaliśmy się z nią w Los Angeles, mieście aniołów. Mieliśmy również okazję posłuchać jej nowych utworów; silne, czułe, trochę bardziej rockowe i mroczniejsze. Trwało to cały dzień w willi na wzgórzach miasta, pozowała przed naszymi obiektywami i odpowiadała na nasze pytania jak prawdziwa gwiazda Hollywood – nieśmiało, a zarazem ambitnie.

Odbyło się to w miejscu, które zazwyczaj można nazwać czymś „poza zasięgiem” – dom należący do Jamesa Goldsteina, miliardera obranego w kapelusz z pytona. To właśnie tutaj poznaliśmy Lanę Del Rey i jej dziwacznego stylistę, Johnny’ego Blueeyes. Udzieliła nam pierwszego w tym roku wywiadu, kilka tygodni przed premierą jej nadchodzącego albumu. Ta nowa płyta, niemająca nic wspólnego z piosenką New Order o tej samej nazwie, jest bardziej rockowa, jednak wciąż ociera się o nią pewna melancholia. Podczas sesji autorstwa Mathieu Césara, Del Rey nie okazywała rozczarowania. Pogoda była nienaganna. Gwiazda pozowała we własnych ubraniach, przypominających hybrydę vintage oraz rocka. Są one czymś dalekim od ikonicznej ultra-kobiecości, która była jedną z jej podstawowych znaków rozpoznawczych.

Może się wydawać, że po drugiej stronie miasta jest deszczowo. Los Angeles, miasto tętniące życiem, dwanaście razy większe niż Paryż, liczące niemal cztery miliony mieszkańców. Niebo jest czyste, wiatr niepewny, widoki zapierające dech w piersi. Del Rey pojawia się na końcu ogromnego, szklanego korytarza, w samych jeansowych szortach i cienkiej koszulce. Ma gęsią skórkę oraz, jak zwykle, długie, rudawobrązowe włosy, bladą cerę, grube, sztuczne rzęsy na jej powiekach. Czujemy na nas jej nieśmiałe spojrzenie. Jej kompletnym wariactwem jest Johnny – stylista, przesadny anglik w czerwonej, bandanowej koszuli. Jest ona z nim nierozłączna od samego początku – jeszcze zanim Lizzy Grant przeistoczyła się w Lanę Del Rey. Sesyjna garderoba jest porozrzucana na meblach gospodarza domu, nieobecnego tego dnia. Niestety nigdy nie udało jej się poznać Jamesa Goldsteina, niesamowitego siedemdziesięciolatka kochającego wybiegi i mecze koszykówki. Jego skórzane, kowbojskie kapelusze z pytona to dowód na to, że zwierzęcy los jest tematem, który go nie interesuje…

Lana Del Rey, amerykańska ikona, wydaje się być zmęczona swoimi vintage’owymi stylizacjami kreowanymi na pin-up girl z lat pięćdziesiątych. Te ultra-kobiece wibracje, które możesz poczuć patrząc na okładki jej albumów, były postrzegane jako kontrowersyjny produkt marketingu. Od pierwszej wielkiej sesji nie chciała być postrzegana zbyt pretensjonalnie, co skutkuje noszeniem ubrań z własnej szafy, które zakupuje w lokalnych sklepach vintage. Wszystko w nawiązaniu do lat ’60/’70, retro, bardziej jak Janis Joplin niż Patti Smith. Tego ranka padło na poncho, białą, haftowaną sukienkę, różowe kimono z motywem kwiatów i skórzane spodnie. „Widziałam tyle swoich zdjęć, które sprawiają, ze czuję się niekomfortowo. To było zbyt wiele. Ale media tego chciały” – mówi, pocierając o siebie jej długie, sztuczne, czerwone paznokcie. Z papierosem w dłoni, iPhonem grającym muzykę reggae, mówi, że preferuje pracę z lojalną ekipą. Sama jest bardzo zaskoczona, że kooperuje z nieznanym jej producentem, sławnym Danem Auerbachem, liderem zespołu The Black Keys„Spotkałam go w klubie ze striptizem w Queens. Grali tam jedną z moich piosenek, tańczyliśmy do niej razem. Tydzień później, pojechałam z nim nagrać piosenki w jego domu w Nashville. Dan jest upartym, dominującym mężczyzną, który lubi jako pierwszy testować swoje pomysły i faktycznie, zwykle brzmiały dokładnie tak jak chciałam”. Ich wspólna praca przebiegała bez większych komplikacji. „A czy ja lubię dominować? Tak, ale tylko wtedy jeśli chodzi o moją pracę”.

Jest wyjątkowa. Kiedy mówi, przypomina mi Marilyn Monroe – nawet próbowała ją naśladować w jej starym, domowej roboty teledysku do piosenki „Kill Kill”. Próbuje dobierać odpowiednie słowa, nie spieszy się, rozmowę przerywają jej salwy śmiechu. Jest połączeniem nieśmiałości, lęku i spokoju – porównywalnego do tego domu, w którym były kręcone „The Big Lebowski” i „Drôles de Dames”. Miejsce jest odizolowane od plotek Miasta Aniołów, bezpieczne, położone na wysokościach, gdzie sąsiedzi to najsławniejsi miliarderzy – Sandra Bullock i Rupert Murdoch. Luksus nie łączy się z limitem. Tutaj wszystko jest zrobione z betonu, drewna, stali, ogromne okna prowadzą do gęstego, tropikalnego ogrodu. Lana Del Rey uwodzi nawet naturę w obiektywie Mathieu Césara.

Trzy lata po burzy, nagłej rozpoznawalności – każdy zastanawia się, jak ta młoda kobieta poradzi sobie z kolejną, wielką falą. Oprócz jej wyglądu, wiele się zmieni, ponieważ nigdy nie jest zbyt późno by rozpocząć rewolucję. To już koniec hip-hopowych bitów, które możemy usłyszeć w „Born To Die”, a także smyczków i bajecznych skrzypiec… Gitary, rock ‘n’ roll i delikatne jazzowe wibracje – era „Ultraviolence” nadeszła. Jej ulubioną piosenką z nadchodzącego albumu jest „Cruel World” („Okrutny Świat”), która opowiada o jadowitości mediów. „Nie to mam na myśli” – mówi, jednak my nie bylibyśmy co do tego tacy pewni. „»Ultraviolence« jest o mężczyźnie, który spotyka kobietę. Nie trzymam się właściwej definicji – po prostu lubię to słowo [„Ultraviolence”]. Stało się częścią przestrzeni dźwięcznego świata, który chciałam stworzyć”. Śpiewa w nim o swoim pragnieniu, by korzystać z życia w stu procentach i byciu ponownie dziką w obawie, że jej wszelkie szanse przepadły. „Kiedy piszę, to myślę o wolności, którą posiadałam będąc siedemnastolatką, oraz o życiu, które sprawia, że marzę. Jest więcej barier wokół mnie, to wszystko przez ludzi, których pojawia coraz więcej w moim życiu. Moje główne autorytety? Muzyka, którą słucham i filmy, które oglądam”.

Cytuje Jeffa Buckley’a, Niravnę, Ninę Simone, adoruje Stanleya Kubricka, Quentina Tarantina i Davida Lyncha. Przypomina sobie scenę z filmu „L’Année dernière à Marienbad” Alain Resnaisa, kiedy Delphine Seyrig idzie ubrana w szatę w korytarzach surowego i niepokojącego zamku. „To mnie inspiruje” – mówi. Johnny rozbawia ją, rozluźniając przy tym atmosferę. Jego „amaaaazing” i inne „I looove your style” doskonale zgrywają się z wystrojem hollywoodzko-balijskim, który nas otacza cały dzisiejszy dzień. Z papierosem w ustach, Lana Del Rey podziwia widoki i odwraca się plecami do stawu pełnego białych i pomarańczowych chińskich karpi. Niedaleko stąd, w garażu, stoi gotowy do jazdy beżowy Rolls. „Udzielam wywiadów, pozuję do zdjęć, ale tak naprawdę jestem samotna. Tutaj wszystko kręci się wokół mnie, ale w domu liczy się tylko moje młodsze rodzeństwo i James, mój narzeczony”. Szkocki muzyk Barrie-James O’Neill, jej partner, będzie supportował ją w pierwszej części jej trasy w Stanach Zjednoczonych, w Europie i oczywiście we Francji, gdzie sprzedała 460.000 kopii albumów. Producent Harvey Weinstein zaprosił ją na występ na charytatywnej gali l’Amfar podczas tegorocznego festiwalu w Cannes.

Lana Del Rey przygotowuje się w Los Angeles, gdzie teraz mieszka. Wcześniej żyła w Lake Placid, jej mieście rodzinnym położonym niedaleko Nowego Jorku. Jest najstarszym dzieckiem, co sprawiło również, że jest dosyć matczyną osobą. Ludzie mieli w zwyczaju mówić, że jej ojciec, pośrednik w handlu nieruchomościami, był bogaty. „Oni domniemają, że on kupił moją karierę. Ale prawda jest taka, że wytwórnie nie chcą pieniędzy, już je mają – chcą prawdziwych artystów. Te ataki były naprawdę kiepskie”. Będąc amatorką w dziedzinie, przez 7 lat spędzała czas na Brooklynie. Jej muzyczne początki miały miejsce dość późno, w wieku 17 lat. Marzyła by to była jedyna rzecz, jaką będzie robić w swoim życiu, poświęciła się tworzeniu albumu, który nigdy nie ujrzał światła dziennego, mimo zapewnień wytworni. Zawsze rozmawiała o jej dawnym alkoholiźmie oraz o sposobie, jak z tym wszystkim skończyła.

Dziewczyna z pokolenia popularności serwisu Tumblr pomagała jej w pierwszych teledyskach, łącząc je z obrazami VHS i innymi znaleziskami z Internetu. W 2011 roku, dzięki uderzeniu z „Video Games”, jej głos można było usłyszeć wszędzie. Wtedy każdy wyobrażał ją sobie jako diwę, wielką performerkę. Faktem jest to, że wszyscy odkryliśmy, kim była naprawdę – wstydliwą dziewczyną. Spytaliśmy jej: „Cieszysz się, kiedy wchodzisz na scenę?”. „Tylko czasami…”, przyznaje. Lana Del Rey jest niezwyczajna, ponieważ nie czyta niczego, co piszą o niej media. „Są zbyt wredni” – mówi. Unika nawet portali społecznościowych. Internet i wielu dziennikarzy nie wybaczali, zarzucali obciążanie jej muzyki i opowiadanie żałosnych historyjek o jej życiu. Teledysk do „Born To Die”, wyreżyserowany przez Woodkida, gdzie widzimy ją w bogactwie zamku Fontainebleau, otoczoną tygrysami, u boku wytatuowanego mężczyzny, podkreśla swój teatralny styl. 145 milionów osób obejrzało to wszystko na YouTube. Im więcej ją krytykowali, tym bardziej było o niej głośno. Francuz ponownie z nią nagrywał – na czarno-biało, dla kolejnego singla – „Blue Jeans”.

„Dalej jestem między dwoma światami z punktu widzenia sławy. W Stanach Zjednoczonych nie zobaczysz mnie w telewizji, nie znam żadnych celebrytów z mojego kraju. Jestem zawsze w domu. W moim domu wszystko jest włączone – światła, radio, telewizja. Pomaga mi to zasnąć. Denerwuję się, kiedy muszę iść spać. Co lubię najbardziej? Jazdę [samochodem] – to mnie relaksuje”. Zna na pamięć Mulholland Drive i najniebezpieczniejsze autostrady w mieście. Styl życia w Los Angeles, którym kieruje handel, pozwala jej posłuchać nowych brzmień, ale preferuje The Weeknd, Father John Misty i historyczne KCRW, jedną z najlepszych stacji w tej części kraju.

Wiatr zmusza ją do powrotu do domu. Pozuje, nie mrugając powiekami, w zielonej sukience, która należy do niej. Nie rozstaje się ze stylem vintage. Po prostu zmieniła epokę. Lana Del Rey zachowała tą niejednoznaczność, która zachwyciła tak samo jak i oburzyła. Aura jednocześnie naiwna i namiętna, wręcz seksualna, wychodzi z niej, przypomina mróżenie oczu bohaterki „American Beauty”. Wybraliśmy ją, ponieważ dostrzegamy w niej femme fatale. „Nigdy nie jesteś pewnien, co powinieneś ujawnić, szególnie wtedy, kiedy jesteś artystą” – przyznaje. „Pochodzę z tradycyjnej rodziny. Muszę czuć sytuacje i kontrolować to, co dzieje się wokół mnie. Jeśli powiem za dużo, może to być źle zinterpretowane. A jeśli zachowacie milczenie, ludzie będą wyobrażać sobie to, co chcą”.

Wiele razy o mało co wszystkiego nie rzuciła, ale zdecydowała się zostać, chociaż muzycznym biznesem rządzą wielkie gwiazdy, takie jak Lorde, Grimes czy Miley Cyrus. Ta ostatnia, młoda supergwiazda muzyki country, wykonuje na scenie cover „Summertime Sadness”. „Jestem tego świadoma, chociaż ta informacja mnie zaskoczyła, bo bardzo się od siebie różnimy. Ona jest ponad wszystko, nie zna żadnych granic. Największa różnica pomiędzy nami polega chyba na tym, że ja nigdy nie chciałam prowokować, ponieważ wiem, jakie to ryzyko. Jestem nieco speszona, trochę mnie to wzburzyło”.

Pięć milionów sprzedanych płyt na całym świecie wywołało burzę.  Lana Del Rey czuje się tak, jakby miała za sobą trzy różne życia. Przeżyła „okres przed burzą, katastrofę i jej skutki”. To oczywiście ironia, ale później piosenkarka dodaje już całkiem poważnie: „Co cię nie zabije, to cię wzmocni? Osobiście jest to dla mnie tylko bardzo raniące. Męczy mnie to. Na szczęście kiedy piszę, nie myślę o tym, co ludzie będą sądzić o efektach. Po prostu mam nadzieję, że coś takiego już nigdy nie będzie miało miejsca. Udało ci się przeczytać o mnie coś dobrego? Może we Francji, owszem. Wszyscy tutejsi dziennikarze próbowali zrozumieć to, co robię. Może dlatego, że tutaj macie prawdziwie artystyczną i romantyczną kulturę. W tym kraju czuję się zrozumiana. W innych państwach pisze się o wszystkim, tylko nie o mojej muzyce. Nie wiem dlaczego, ale takie jest życie.”

Stoi przede mną w swoich dziurawych dżinsach. Lana Del Rey zrozumiała, że to ona jest przedmiotem konfliktów… Miejmy nadzieję, że kontrowersje zakończą się wraz z nadejściem „Ultraviolence”, czyli trzeciego rozdziału w jej karierze.

Nowy album Lany kryje się w jej iPhonie. Interscope i Polydor, jej wytwórnie, były bardzo ostrożne. Nikt nie chciał, aby jej najnowsze utwory nie znalazły się w sieci – tak, jak w przeszłości. Współtwórcą materiału jest Dan Auerbach (dziewięciu z jedenastu piosenek), który skierował ją do spróbowania nowych dźwięków, innych, niż skrzypce z „Born To Die”. „Ultraviolence” jest logicznie bardziej elektryczne i dzike niż to, co artystka przedstawiała nam dotychczas. Wszystko jest też mniej rytmiczne, bez hip-hopowych bitów, które radia i programy muzyczne tak uwielbiają. Pojawią się jeszcze na „Money, Power and Glory”. Ogólnie jej głos, nadal melancholijny, gubi się w mniej niskich tonacjach, lecz ma dużo pogłosu. „To jest zbliżone do tego, czego słucham” – precyzuje Del Rey. „Szczerze mówiąc, Phil Spector był dla mnie największą inspiracją. Na płycie słychać kalifornijskie brzmienie… Do tego dochodzą różne efekty i sekwencje reprezentujące potężną energię, która kojarzy mi się z Nowym Jorkiem.”

Wszystko zaczęło się w styczniu. Lana Del Rey spędziła miesiąc w legendarnym Electric Lady, gdzie Auerbach zbudował jedno z najlepszych studio w kraju. To miejsce narodzin tego, czego dotknął przez te ostatnie lata. Nikt nie wyobrażał sobie ich współpracy. Podczas gali MTV w 2012, skrytykował niesprawiedliwość związaną z pojawianiem się popowych gwiazdek na festiwalach, podczas gdy inni, w tym on, pracowali kilka lat aby wspiąć się na szczyt. Musiał zmienić zdanie.

1~0.png 2~0.png 3.png 4.png 5.png 6.png 7.png

ŹRÓDŁO: Libération Next
TŁUMACZENIE: Izabela Komorowska, Adam Rudolf, Katarzyna Gawęska


Host: Fan-Strefa.pl | Reklama