Tłumaczenie wywiadu dla magazynu „Grazia” - Lanaism • Lana Del Rey Polska
 

Tłumaczenie wywiadu dla magazynu „Grazia”

Wiele odcieni pięknej i młodej dziewczyny

W bardzo krótkim czasie Lana Del Rey stała się jedną z najsławniejszych artystek tej dekady. Dla magazynu Grazia przypomni najważniejsze dla niej chwile roku 2014, opowie o swojej przyszłości, następnym albumie oraz szaleństwie sławy w czasach Twittera i Instagrama.

To bardzo nieśmiała gwiazda. Jest coś naprawdę dziwnego w oczach tej młodej damy: błysk światła, który przechodzi wprost do jej dłoni i zostaje pochłonięty przez jej podarte dżinsy. Jej opanowanie, sposób w który się rusza oraz mówi. To właśnie ona, na wprost przed nami – cicha i tajemnicza, nie zdaje sobie sprawy ze swojego „strasznego” uroku.

Dlatego ciężko wyjaśnić dlaczego właściwie nas inspiruje – jest dobrze wyglądającą dziewczyną? Prawdę mówiąc, daleko jej od tego wzoru. Kiedy zaczyna pozować fotografowi, nasuwa się pewien wniosek. Lana Del Rey jest pełna łaski, lecz nadal zawzięta i uparta. Delikatna, ale pewna siebie. Jest nieśmiałą gwiazdą, która spadła na Ziemię, aby opętać ciało osobistości tej dekady. Jej dwoista natura jest odpowiedzialna za jej nieprzewidywalną osobowość. Jest prawdopodobnie jedyną osobą, której nie przeszkadza wywiad w tak krótkim czasie tuż przed końcem roku (zazwyczaj potrzeba miesięcy na przeprowadzenie wywiadu z kimś naprawdę sławnym).

W ubiegłą środę spytaliśmy ją o to drogą mailową, a tylko kilka dni później byliśmy w drodze na spotkanie z nią, w drodze do miasta podobnego do Los Angeles (gdzie obecnie mieszka), Nowego Jorku (dokąd jedzie, kiedy tylko może) i Paryża. Tak, mówimy o Londynie. To jest to, dziwaczna swoboda artystki stworzonej z paradoksów: możliwość kontrolowania każdego aspektu swojej kariery i nagłe odbieganie od jej początkowej ścieżki, jeśli czuje, że tego potrzebuje. Daje sobie i innym czas, pokładając swoją całą energię w to, aby zapewnić swobodę swojemu rozmówcy. Ale to zależy od tego, czy dobrze się czuje w ich towarzystwie. Nasze spotkanie mogło trwać dzień, noc, tydzień, miesiąc lub całe życie – z Laną nigdy nic nie wiadomo.

Kiedy rozmawialiśmy, przypomniała sobie nasz pierwszy wywiad dwa lata temu, kiedy zauważyliśmy, jak długie miała paznokcie. Pokazała nam je i powiedziała, że wcześniej je skróciła. Po tym zaczęła rysować małe palmy w szkicowniku, który leżał na stole, podczas tego puszczała nam fragmenty piosenek, które planuje wydać. Spytała również o nasze daty urodzenia, po czym zaczęła mówić o znakach zodiaku i amerykańskiej pisarce Joan Didion… Pomimo całej tej ciekawości, Lana nigdy się kompletnie nie otworzyła. To pewnie sprawia, że jest taką nowoczesną kobietą. Nie jest jeszcze po trzydziestce i ma wszystkie typowe cechy jej generacji (co jest zwykle nazywane X, Y lub nawet Z – zależy z kim rozmawiacie) . I pomimo tego, że jest sławna, jest bardzo dyskretna, jeśli chodzi o jej życie osobiste. I pomimo tego, że ma miliony fanów na całym świecie, pozostaje wierna sobie. Wybrała śpiewanie o swoim życiu miłosnym i jej kochankach, ale nadal chroni swoją prywatność. Cóż, przynajmniej próbuje to robić. Rozmowa, która prowadzimy, jest niecodziennym, wręcz rzadkim wglądem w postrzeganie przez Del Rey wydarzenia tego roku i wydanie jej najnowszego albumu – „Ultraviolence”. To pierwszy wywiad, który udzieliła od dłuższego czasu.

 


 

Jak minął Ci ten rok?
Powiedziałabym, że był wyjątkowy. Byłam w trasie od kwietnia do czerwca – przed wydaniem albumu – a po niej nic zupełnie nie robiłam. Byłam naprawdę zadowolona z brzmienia „Ultraviolence”, ale teraz, kiedy słyszę album ponownie, zaczynam myśleć o przeczuciach, które towarzyszyły mi podczas pisania piosenek. Sądzę, że posunęłam się za daleko. Znalazłam się w kilku okropnych sytuacjach… Wiesz, sytuacjach, na które nie miałam wypływu, których nie miałam ochoty nawet stworzyć. Zwłaszcza z dziennikarzami – tym z Rolling Stone i z The Guardian, i wszystkimi innymi, którzy non-stop zadawali mi to same cholerne pytania: „Czy naprawdę chciałabyś być martwa?”, „Spałaś z kimś z przemysłu muzycznego?”. To oczywiste, że kiedy pisałam piosenki takie, jak „Fucked My Way Up To The Top”, zdawałam sobie sprawę z tego, że takie rzeczy mogą się zdarzyć. Powinnam była odpowiedzieć po prostu „nie” i pójść dalej.

Jaki jest obecnie stan twojego umysłu?
Obawiam się, że ten album [„Ultraviolence”] będzie zapomniany. Zawsze obawiam się tego, że dobre rzeczy będą zapomniane, pogrzebane. Muzycznie nadal szukam czegoś innego, czegoś z majestatycznym refrenem, wypełnionego pięknymi dźwiękami orkiestry, z nurtami lat ’50 z dodatkiem delikatnego grunge. Od marca piszę dużo nowych piosenek w bardziej konwencjonalnym stylu – wers, refren, z dużym wpływem jazzu. Sprawia mi to dużą przyjemność. W 2015 roku będę w trasie po Stanach Zjednoczonych. Miałam taką okazję tylko raz, byłam naprawdę poruszona, zwłaszcza w Detroit, gdzie mogłam poczuć ciężar historii, jaka towarzyszy temu miastu. Właśnie dlatego zdecydowałam, że chcę to powtórzyć na dwa miesiące, tym razem z moją przyjaciółką – Courtney Love. Mój nowy album ukaże się później, może pod koniec sierpnia.

Czy twój styl pisania zmienił się na potrzeby nowego albumu?
Moje teksty to doskonałe odtworzenie tego kim jestem, ale muszę przyznać, że obecnie staram się wypróbować nowe rzeczy. To trochę surrealistyczne, pełne kolorów. Czuję się o wiele bardziej zainspirowana przez Marka Rydena, Felliniego czy Picassa. Och, bardzo podoba mi się dokument „Fellini: jestem wielkim kłamcą”, który pokazuje, jak wielką miłością owy reżyser darzył swoje rodzinne miasto, a każdy z jego filmów pokazuje jej każdy aspekt. Podoba mi się jego pomysł – prawda nie powinna nigdy blokować pięknego kłamstwa. [uśmiecha się]

Wydajesz się lubić przywoływanie lat ’50 w swoich piosenkach: Złoty Wiek studiów nagraniowych, kobiety wraz ze swoim zespołem śpiewające późną nocą…
Tak, uwielbiam to. Kocham nocne życie i atmosferę, która mu towarzyszy. To właśnie dlatego chciałam spotkać producenta Marka Ronsona: puściłam mu 10 piosenek, które skomponowałam na nowy album. Nie po to, aby się typowo „popisał” w jego soulowo-funkowym stylu, ale żeby uzyskać dźwięki bliskie Złotej Erze Jazzu. Nawet nie urodziłam się w latach ’50, ale czuję się wręcz przeciwnie. Kiedy mieszkałam w Nowym Jorku, chciałam spełnić marzenie; może inne dziewczyny pragnęły tego samego – żyć z bycia piosenkarką w jazzowym klubie, gdzie mogłabym śpiewać klasyki, ale także moje własne kompozycje. Miałam bardzo romantyczną wizję tego jak życie piosenkarki powinno wyglądać. Śniłam o trasach po Europie, jak na przykład Chet Baker.

Lubisz dramaty, prawda? Podobają ci się?
Nie lubię. Stałam się częścią przemysłu muzycznego bez żadnego towarzyszącego mi dramatu, ale nagle coraz ciężej znosiłam pewne rzeczy.

Nie wydaje ci się to dziwne, aby przeżywać nostalgię wiążącą się z erą, w której nigdy nie żyłaś?
Tak, wydaje. To może być powodem tego, że nigdy nie miałam zbyt wielu przyjaciół. Czułam więź z ludźmi, którzy byli połączeni zarówno z przeszłością, jak i przyszłością – jak ja. Nie ma zbyt wielu takich osób. Przyjaźnię się Jamesem Franco. Jest jednym z naprawdę niewielu ludzi, których znam – łączy się z przeszłością, aktorami przeszłości, Kalifornią lat ’60 i Nowym Jorkiem lat ’70.

Dorastałaś w małym miasteczku niedaleko pasma gór Adirondack. Tęsknisz za miejscem, gdzie się wychowałaś?
Tak, ten dom jest pełen wspomnień. Ciężko mi tam przyjeżdżać. Byłam tam dwa tygodnie temu, kiedy wracałam z Nowego Jorku – pierwszy raz po 4 latach. Mój pokój się nie zmienił – nadal wiszą te same plakaty na ścianie, ale wszystko wydaje się o wiele mniejsze…

Wykonałaś cover piosenki „The Other Woman”; utworu, który był już sławny, zwłaszcza interpretacja Niny Simone. Piosenka jest o trójkącie miłosnym. Twoja wersja nie jest zbyt jasna – nie wiemy, jaki punkt widzenia przedstawiasz, którą „inną kobietą” (nawiązanie do tytułu piosenki – przyp. tłum.) jesteś. Więc mam pytanie: Kim jesteś? Jesteś żoną, kochanką, czy może nawet mężem?
Zawsze chciałam wykonać cover tej piosenki. Nieustannie słucham tego utworu od lat. Ta niejasność jest interesująca. [zaczyna nucić fragment „The Other Woman”]. Myślę, że zawsze w pewnym sensie byłam „inną kobietą”, przynajmniej zawsze to odczuwałam. Nie chcę koniecznie być na krawędzi wszystkiego, ale szczerze mówiąc, jestem outsiderką. Jestem zawszę tą osobą, która stoi poza kołem. Nawet w moim prywatnym życiu czuję się przytłoczona tym, co się dzieje wokół mnie. To mówi, że grałam również rolę tej normalnej dziewczyny, tej bardziej prawowitej.

Czujesz się widzem swojego życia?
Coraz bardziej. Przez Internet, przebywanie w towarzystwie kogoś innego jest odmienne. Ludzie nie znają Cię z tego, co wybrałeś im do powiedzenia, ale z tego co słyszeli, widzieli i przeczytali w Internecie. To jest niezaprzeczalne, zwłaszcza wtedy, kiedy spotykam kogoś po raz pierwszy.

Jesteś lojalna?
Chcę być, sądzę, że w sercu jestem. Kiedy spotkam kogoś, kogo pokocham, będę go kochać na zawsze. Jestem bardzo wierną emocjonalnie osobą, oferuję zaufanie, ale jestem zawsze ostrożna. Widzę czerwone flagi nad każdą nową osobą, którą spotykam. Lubię ludzi o konsekwentnym usposobieniu. Nie chcę żadnych niespodzianek w moim życiu.

Masz obsesję na punkcie kontroli?
Nie, w ogóle. No dobra, mam kompletną obsesję! [śmieje się] Mam dźwięk lub nastrój w głowie, nawet jeśli chodzi o zwykłą piosenkę – czasem muszę walczyć, aby uzyskać dokładnie to, czego chciałam. Staram się wyluzować, bo inaczej robiłabym te same rzeczy od nowa i od nowa. Nie znoszę tego w muzyce.

Przeszkadza Ci twój perfekcjonizm?
Cały czas – a przykład kiedy jestem w trasie. Występowanie każdej nocy jest trudne.

Czy masz czasem ochotę się poddać, wymazać to wszystko i zacząć od nowa?
Często o tym myślę, ale nie mogę. Jestem sławna.

Czy to oznacza, że sława jest dla ciebie obciążeniem?
Na pewno sprawiła, że rzeczy stały się bardziej skomplikowane, niż zwykły być. Wszystko poza moimi relacjami z rodziną jest publiczne. Nawet moje rozmowy telefoniczne. Nie mam pewności, czy nie są podsłuchiwane. Nie dasz rady nawet wyobrazić sobie, co ludzie już ukradli. Tylko moje wspomnienia i wyobraźnia są prywatne. [śmieje się przez chwilę] Jestem bardzo nieśmiałą osobą, może nawet patologicznie nieśmiałą, a sława wcale tego nie ułatwia. Lubię wychodzić, jeść w restauracjach, ale to stało się już wręcz niemożliwe dla mnie. Wszyscy mają telefony bądź kamery… to dziwne, ale z tego właśnie składa się moje życie codzienne. Jestem zawsze fotografowana, nawet wtedy, kiedy kupuję aspirynę. Oczywiście, powinnam to była przewidzieć. Również prawdą jest to, że kiedy zaczęłam śpiewać w wieku dwudziestu lat, świat był zupełnie inny. Bycie cichym nie jest teraz łatwe. Nigdy przez to nie cierpiałam, ale muszę być ostrożna. Tu jest pełno dziwnych ludzi. [znów się śmieje] Uważnie pływam w nowych wodach.

grazia2014-02.jpg grazia2014-07.jpg grazia2014-04.jpg grazia2014-03.jpg grazia2014-05.jpg grazia2014-06.jpg grazia2014-01_28129.jpg

ŹRÓDŁO: Grazia.fr
TŁUMACZENIE: Izabela Komorowska


Host: Fan-Strefa.pl | Reklama