Tłumaczenie wywiadu dla „Electronic Beats” - Lanaism • Lana Del Rey Polska
 

Tłumaczenie wywiadu dla „Electronic Beats”

Minęła wieczność, od kiedy ostatnio rozmawiałam z amerykańskim dziennikarzem.

Naprawdę? Ja się chyba nie liczę, bo nie mieszkam już w Ameryce.

Ja również. Myślę, że Ameryka jest zdumiewająca pod względem krajobrazów i historii. Kalifornia jest piękna, Nowy Jork jest również, ale kiedy masz cygańskie serce, podróżowanie po prostu do ciebie pasuje.

Więc, uważasz, że jesteś cyganką? (z ang. Gypsy  to cygan, osoba nieposiadająca własnego domu – przyp. tłum.)

Nie mogę powiedzieć, że się nią czuję tak, jak kiedyś. Prawdę mówiąc, już w ogóle straciłam takie poczucie, jednakże kiedy byłam młodsza pragnęłam mieć nieprzewidywalne życie w którym mogłabym czuć się wolną, podróżować dokądkolwiek chcę i kiedykolwiek bym chciała. Muszę przyznać, że obecnie bardzo przepadam za Kalifornią mimo, że nigdy wcześniej tam nie mieszkałam. Zaczęło mi się podobać mieszkanie w jednym miejscu.

Ale dorastałaś w jednym miejscu?

Tak, dorastałam w Lake Placid w Nowym Jorku do momentu, kiedy skończyłam 15 lat i potem poszłam do szkoły z internatem w Connecticut, gdzie spędziłam 3 lata. Następnie przeniosłam się do Bronksu, kiedy miałam już prawie 18 lat.

Na początek porozmawiajmy o twoim stylu, ponieważ definitywnie go posiadasz. Czy była jakaś ikona, która najbardziej na ciebie wpłynęła?

W sensie, że muzycznie?

Nie…

Bardziej jako ideały w osobowości? No dobra, raczej jako ikony dźwięku. Najśmieszniejsze, że mój styl jest czymś, o co nikt wcześniej mnie nie pytał aż do momentu… kilka lat temu. Przez lata kierowałam się muzyką. Kochałam Ninę Simone, Kurt Cobain wpłynął na moje zainteresowanie jazdą. Wsłuchuję się w każdą nutę Boba Dylana… Jednakże w kontekście prawdziwych ikon stylu, żeńskich ikon? Nie. Zaimponowało mi to, co zbudowała osoba pokroju Karla Lagerfelda oraz dom mody, jaki zbudował, ale nie mogę powiedzieć, że był jakikolwiek kobiecy ideał, który chciałam osiągnąć.

Karl Lagerfeld? To bardzo interesujące, ponieważ nigdy nie powiązałbym Twojego wyglądu z kimś takim, jak on.

Owszem, wiem. Jednak wiele powodów, dla których mój sposób bycia jest, jaki jest, to właśnie łatwość z jaką mogę wkładać letnią sukienkę na każdy wieczorny występ albo jeansy, które noszę na co dzień, czy flanela albo coś innego. Stylistycznie – ubóstwiam makijaż. Uwielbiam sama go sobie robić, ale co do ubrań – tak naprawdę nigdy się nimi nie przejmowałam. Początkowo światowa moda bardziej się mną interesowała, niż świat muzyki, co doprawdy było dla mnie dziwne, gdy po raz pierwszy zaczęłam śpiewać.

Twoja muzyka i twój image często wydają się być nierozłączne.

Tak, jest tak teraz, ale nie powinno tak być. Szczerze mówiąc, nie obchodzi mnie to. Ale ze względu na to, jak się prezentuję, może się wydawać, że ogromnie mi zależy.

Więc można powiedzieć, że oddzielasz swoją muzykę od…

Racja, ponieważ nie wierzę… Cóż, nie wiem, jak to powiedzieć. Uważam za nieodpowiednie starania, by wyglądać idealnie pięknie. Sądzę, że to nie najlepszy komunikat, czy chociażby priorytet. Szczerze mówiąc, pisałam i śpiewałam w Lower East Side (dzielnica Manhattanu – przyp. tłum.) od kiedy miałam 17 lat, ale większość ludzkiej historii nie da się łatwo przełożyć.

Także… Jak ważnym jest, by mieć całkowitą kontrolę nad swoim wyglądem, szczególnie dzisiaj?

Jest to bardzo ważne – ogromnie ważne. Jednakże nie jest to rzecz prosta. Zostało mi to całkowicie odebrane. Nie mam tak wiele kontroli, ponieważ dużo różnych rzeczy dzieje się okropnie szybko. Przeszłam drogę od momentu, kiedy nie miałam żadnego fana, czy zainteresowania ze strony ludzi – do momentu, kiedy mam natłok okropnie wypaczonego zainteresowania i krytycyzmu. Ale przez większość z tych ośmiu poprzednich lat śpiewałam dla tych samych ludzi, z tych samych nowojorskich pubów i miałam naprawdę niesamowite doświadczenia. Teraz jest to, prawdę mówiąc, już niemożliwe, ponieważ ludzie są pod dużym wpływem recenzji blogerów i ocen pięciogwiazdkowych krytyków. Również dużo z tego, co o mnie piszą, to nieprawda – historia mojej rodziny, czy moje wybory albo zainteresowania. Prawdę mówiąc, jeszcze nigdy nie przeczytałam artykułu mówiącego o mnie prawdę. To było dość niesamowite.

Kiedy zdałaś sobie sprawę, że to wszystko zaczęło wymykać się spod Twojej kontroli?

Już od dnia kiedy ktoś pierwszy raz o mnie napisał, gdy tylko wydałam „Video Games”. Wszystko co pisali było zajebiście szalone. Chociażby to wszystko o moim tacie, o mnie, o posiadaniu milionów dolarów i reszta z tego gówna. Powiedziałam sobie: „Naprawdę? Myślałam, że ja wszystkich wspieram!” (śmiech) Wszystko to było nieprawdą. Gdy tylko powstał pierwszy artykuł o mnie każdy następny był taki sam, zbudowany z kłamstw. Utrzymywałam to wszystko w kategorii oszczerstw. Jeżeli przejęłabym się choć trochę bardziej, pozabijałabym ich.

Oczywiście zdajesz sobie sprawę, że przygotowując się do tego wywiadu czytałam wiele z tych oszczerczych artykułów?

Tak, tak. Ale nic z tego nie jest prawdą.

Wydaje mi się, że to dlatego, iż jest taka ogromna różnica między twoim wyglądem scenicznym a…

No i kim w takim razie jestem?

… życiem prywatnym, o którym opowiadasz.

Tak, owszem, zgodzę się, że jest to niepowiązane. Ostatnie 10 lat spędziłam na pracy dla społeczeństwa i pisząc folkowe piosenki. Nic mnie to, kurwa, nie obchodzi – to, jak wyglądam. Opowiadanie, że zostałam stworzona z miliardów dolarów to szaleństwo. Nigdy nie mieliśmy żadnych pieniędzy. Czuję, że jako osoba, która dorastała czytając o wielkich idolach i będąca zainspirowana wielkimi, realnymi figurami, zostałam obrócona przeciwko wszystkim swoim planom. Tak to już teraz jest i daję sobie z tym radę.

Wróćmy na chwilę do prac społecznych, o których mówiłaś. Prace socjalne wiążą się z obcowaniem z osobami odrzuconymi przez społeczeństwo, zapomniane lub porzucone, które po prostu nie potrafią funkcjonować w obecnym świecie. To zazwyczaj wymaga reintegracji…

Nie jestem wykształconym pracownikiem opieki socjalnej. Byłam trzeźwa przez 10 lat, także zajmowałam się uzależnieniami od narkotyków i alkoholu. Była to zwyczajna dwunastostopniowa rehabilitacja. Ludzie, którzy nie mogą się zebrać, ja i grupa innych ludzi zamieszkujących Nowy Jork i niosących pomoc ludziom, którzy po nią sięgali. Chodziło o zbudowanie wspólnoty trzeźwości i pozostawania czystym i inne takie rzeczy. To było moim głównym celem po przeprowadzeniu się do Bronksu w wieku 18 lat. Lubiłam muzykę, ale traktowałam to bardziej jako luksus. Nie była moim priorytetem – reszta była moim zżyciem. Ale nikt nigdy… zresztą, to nie jest interesujące.

Ależ to bardzo ciekawe. Więc twoje prace społeczne wynikały z własnych doświadczeń?

Tak, ponieważ byłam uzależniona, ale wyszłam z tego. Byłam czysta.

Jako nastolatka?

Więc oczywistym jest, że wpłynęło to na Twoją muzykę.

Tak, mogę z pewnością stwierdzić, że była to moja główna inspiracja.

Tak więc, oglądałam teledysk do „Ride” i byłam naprawdę zafascynowana. Jak dla mnie było to odczucie niewłaściwe na tak wielu poziomach, jednocześnie będąc prawdziwym przekroczeniem, ponieważ czysty hedonizm (filozofia grecka uznająca za cel życia osiąganie rozkoszy i stanu błogości – przyp. tłum.), czy bycie buntowniczym nie są już przekraczaniem granic.

Racja. To tak jak pamiętam San Francisco Chronicle, czy cokolwiek, co ktoś napisał o mnie jako o wielkiej anty-feministce. Prawdę mówiąc to nie mam żadnego komentarza na temat kobiecej roli w społeczeństwie. Tak samo było z moją pierwszą dużą piosenką, „Video Games”. Ludzie krytykowali ją za to, że była zbyt uległa modom, ale nigdy nie napisałam nic, co miałoby jakąś wiadomość do przekazania. Było to moje własne doświadczenie i to samo jest z „Ride”. Wierzę w wolną miłość i tak po prostu czuję i już. To najzwyczajniej w świecie moje doświadczenia związane z byciem z różnymi typami mężczyzn, czy z urodzeniem się bez określonego typu człowieka, który mi się podoba. Dla mnie jest to moja historia poszukiwania miłości u wielu ludzi i to jest drugim największym elementem w mojej muzyce.

Odepchnęło mnie to, jak bardzo wpłynęło na mnie „Ride”, ponieważ odczułam, że chce przekazać coś niezwykle ważnego. Mówiąc o wewnętrznym mroku, ale nie tylko jako akceptowaniu jego w sobie, ale także w monologu, w którym mówisz o chęci odkrywania go – szczerze mówiąc, to bardzo odważne.

Dziękuję. Cóż, jedną z rzeczy, których się uczysz stając się trzeźwym, jest to iż bycie kompletnie otoczonym jest zaczątkiem dobrych rzeczy, które mają przyjść. Czuję, że ta idea przemawia do wszystkich aspektów mojego życia. Kiedy nie masz kompletnie pojęcia co się stanie, albo jak Twoja kariera się potoczy, to właśnie czyni Cię otwartym na życie, wtedy nie masz nic innego do stracenia. Wiele ludzi przechodzi przez Twoje życie znikając z niego. Naprawdę przyjemnym jest powiedzieć tak i nie stresować się wszystkim, pozwolić piosenkom wejść w twoje życie tak samo, jak ludziom. W pewnym sensie to jest wolność.

Wróćmy do tego, co mówiłaś o konieczności posiadania wiadomości, ponieważ amerykańskie motywy i obrazy, takie jak chociażby flaga, są często w Twoich teledyskach jak i muzyce. Jednakże, jak dla mnie, mogą one być odbierane jako ciemna strona Ameryki.

Skłamałabym, jeżeli powiem, że nie kochałam żadnego pieprzonego filmu czy książki, która nie była oparta tylko na społeczeństwie. Te były moje ukochane. Ale z drugiej strony, jestem w pewien sposób prosta,w tym, że kocham powiewającą na wietrze flagę. Tak samo jest z palmami i sepią filmów z lat 50. Wiele z moich wyborów nawiązuje do filmu. Wiele z nich jest odbiciem z filmu. Po prostu tak mi się podoba.

Czy uważasz się za patriotkę?

Już nie.

Wciąż mieszkałaś w Ameryce gdy Obama przejmował stery. Czy to zmieniło dla ciebie Amerykę?

Pierwsze wybory? Byłam szczęśliwa ze względu na Amerykan, którzy otrzymali symbol, którego pragnęli, by poczuć się lepiej.

Co sądzisz o reformie służby zdrowia?

Mam wiele opinii na temat polityki.

Tak? Usłyszmy kilka.

Otrzymuję wiele złości, już przy mówieniu o mojej muzyce. Staram się nie opowiadać o moich poglądach politycznych.

Uważasz się za zainteresowaną polityką?

Oczywiście.

Krótko, służba zdrowia.

Cóż, jest to skomplikowane, ponieważ wszystko się dla mnie zmieniło. Wcześniej nie miałam żadnych pieniędzy. A teraz wszystko, co zarabiam – tracę. Także na nowo nie mam żadnych pieniędzy, ponieważ połowę trwonię. Reforma służby zdrowia – to musi być zaadresowane. Nadal nie mam ubezpieczenia zdrowotnego, gdyż jeszcze nie wróciłam do Stanów od czasu, kiedy mnie na nie nie było stać. Nie było mnie stać na opiekę zdrowotną, bo kosztowała aż $700 miesięcznie, nie mogłam sobie na nią pozwolić.

Okej, teraz porozmawiajmy o feminizmie. Jaka jest twoja opinia na ten temat?

Szczerze mówiąc to nie mam o feminizmie żadnej opinii. Mam wielki szacunek do historii świata. Uczę się na własnych błędach, na błędach, które popełniliśmy jako rasa ludzka. Uważam, że zyskałyśmy dobre miejsce jako kobiety i po prostu będziemy się dalej rozwijać. Tak właśnie się czuję w tym temacie.

Czy to prawda, że opuściłaś Stany Zjednoczone, ponieważ poczułaś się niekochana i pod presją amerykańskich mediów?

(śmiech) Cóż, nikt mnie nie prosił o wywiady, więc nie było szczególnego powodu, by zostać. Muzycznie – nie chciałabym tam pracować, ponieważ nie wiedziałabym, gdzie śpiewać. W Europie mam miliony występów, więc dlatego postanowiłam opuścić Stany. Tam za to nie miałam żadnych. To znaczy, mogłabym grać na Sunset Strip (aleja w Hollywood – przyp. tłum.) i w innych takich miejscach. Równie dobrze mogłabym wrócić do Nowego Jorku…

Jestem wręcz pewna, że teraz mogłabyś zagrać wiele koncertów w Ameryce. Powiedz mi, jak wyjazd za granicę wpłynął na twoje odczucie związane z byciem Amerykanką i jaki masz stosunek do samej Ameryki?

Myślę, że obecnie moja miłość do tego kraju jest bardziej związana ze szczególnymi przedmiotami, które sobie w nim cenię. Jak na przykład jazda po wybrzeżu od Santa Monica do Santa Barbara – rzeczy tak proste, jak te. Jednak, co to dla mnie oznacza? Nie mam pojęcia.

Wcześniej już przyznałaś, że wiele z tych obrazów było przywoływanych przez wybory typowo estetyczne, ale teraz, gdy odkryłaś ciemną stronę Ameryki, czy to wpływa jakoś na sposób odkrywania amerykańskich motywów i symboli?

Dobre pytanie. W sumie to nie odnajduję już tych motywów w tym, co pisałam od ostatnich trzynastu miesięcy.

Czyli możemy się niedługo spodziewać efektów tej pracy?

Tak, z pewnością. Myślę, że zostałam pchnięta do pisania o tym, co inspirowało mnie na początku. Nadal kocham sposób, w jaki się czułam pierwszy raz odkrywając poezję Allena Gisberga i jak pięknie potrafił malować używając słów. A on właśnie był zainspirowany tą pierwotną Ameryką. Ale teraz, bardziej od bycia zawładniętą pasją do mojej ojczyzny, poświęcam się słuchaniu Jima Morrisona i to właśnie sprawia mi przyjemność. Czuję się dobrze, gdy powracam do tekstów Bitniców (poeci ruchu awangardowego, propagujący anarchizm i indywidualizm – przyp. tłum.). Ale nic poza tym nie czuję. Nic typu: „Rah, rah, America!”. Pieprzyć to. (śmiech)

To jakimi motywami się teraz zajmujesz?

Cóż, ukończyłam szkołę z wykształceniem wyższym z metafizyki i wciąż uwielbiam filozofię. Przyznam, że powróciłam do rzeczy, które mnie ciekawiły i zajmowały w nauce sprzed jakichś sześciu lat, kiedy jeszcze chodziłam do szkoły. Mam chłopaka, którego bardzo lubię i dużo o nim piszę. To chyba wszystko.

Czytałam, że studiowałaś filozofię. Czy była jakaś konkretna szkoła filozoficzna, która cię fascynowała?

Cóż, przeplatałam to z moimi studiami na temat teologii, ponieważ uczęszczałam do najlepszej uczelni jezuickiej, w której filozofię wykładali właśnie Jezuici. Było wiele rozmów na temat powrotu do głównego pytania: „Dlaczego istniejemy?”, „Jak powstała otaczająca nas rzeczywistość?”, „Dlaczego robimy tak, a nie inaczej?”. No i oczywiście, jak nie stać się rzeźnikiem, piekarzem, latarnikiem (dziecięca rymowanka). Strażnicy średniej klasy. To mnie naprawdę interesowało. Sama nie wiem. Tak, kochałam ludzi zastanawiających się nad sensem naszego istnienia.

Czy nadal zwracasz uwagę na to, co dzieje się w Kościele? Na przykład wybór nowego papieża?

Tak, jestem na bieżąco. Życzę mu wszystkiego dobrego.

A co myślisz o kościelnych skandalach na tle seksualnym?

To przykre patrzeć, jak złe decyzje ludzi rujnują mistycyzm zamieszkujący zimne mury kościołów. To bardzo niefortunne. Nie pojmuję dlaczego niektórzy ludzie się tym zajmują. Ostatnio rozmawiałam o tym nawet z mamą.

Czy w związku z najnowszą EP-ką „Paradise” zmienił się Twój sposób pisania?

Byłam w lepszym nastroju, kiedy zamieszkiwałam jedno miejsce w Kalifornii. Moje pisanie było podsumowaniem idei mieszkania w Chateau Marmont (hotel przy Sunset Strip, Hollywood – przyp. tłum), a potem wyprowadzenia się stamtąd. To było trochę jak zamykanie pewnych drzwi. Uwielbiam to uczucie przepychu i tropikalności, dźwięki wybrzeża Pacyfiku, takie jak w „Gods & Monsters”. „Paradise” to moje najukochańsze nagranie, wręcz je ubóstwiam.

Czy te wszystkie rzeczy, o których mówisz, mają coś wspólnego z producentem muzycznym, Rickym Rubinem?

Nie, pracowałam z nim tylko przez sześć dni, bo współpracował ze mną tylko przy „Ride”. Ale pracowałam z tymi samymi ludźmi, z którym tworzyłam „Born To Die”. Pracowałam tylko z nimi. Emile Haynie, który dotarł na końcu, jeszcze jest Rick Nowels i Justin Parker, który pisze muzykę do piosenek. Ja piszę tekst i komponuję melodię, a oni piszą dokładne nuty i całą muzykę. Potem przychodzi Dan Heath, zajmujący się śpiewem, a następnie Emile składa wszystkie bity i dźwięki w całość, jak na przykład ptaki i dzwonki.

Emile Haynie pracował z Eminemem i Lil Waynem, prawda?

Kiedyś opisałaś się jako „Lolita zagubiona w dzielnicy”.

(śmiech) Kręciłam bekę z tamtego dziennikarza.

Uważam, że to było nawet zabawne. Ale jak pasuje „dzielnia” do Twojej kariery?

No więc, żyłam na Bronksie przez 4 lata. Potem przez kolejne cztery na Brooklynie. Zawsze uważałam, że mam charakter dziewczyny z ulicy, nawet wtedy, kiedy uczyłam się w liceum. Mówiąc szczerze – byłam nieźle narwana. Wszyscy moim znajomi byli tak samo szaleni.

Dlaczego?

Po prostu tak było i już.

Czy to dlatego, że wcześniej żyłaś w małym miasteczku pod Nowym Jorkiem?

Bardzo prawdopodobne. Tam było bardzo nudno. Za to miasto jest szalone, tak jak my. Ja byłam tą złą dziewczyną, ale teraz jestem już dobra. Możliwe, że zostały mi jakieś złe przyzwyczajenia. Nie lubię ranić ludzi, ale czasami ciągnie mnie do tej dzikiej części mojej osobowości. Uwielbiam jeździć motorami, kocham kolejki górskie, uwielbiam adrenalinę. Ale prawdziwe szczęście poznałam dopiero w Nowym Jorku, gdzie pracowałam z ludźmi, o których wspomniałam wcześniej. Więc sama nie wiem. Nie czuję się z tym dziwnie.

To całe życie na „dzielni” leży chyba bardzo głęboko, w Twoim przypadku graniczy z wizerunkiem „białej ulicznicy”. Tak wynika z tego, co przedstawiasz, szczególnie w „Ride” – z pewnością nie wynika to z Twojego prawdziwego życia. To także zależy od wyborów, które podejmujesz i ludźmi, z którymi pracujesz, ponieważ oni zazwyczaj wiążą swoją pracę z raperami, którzy bezpośrednio wiążą się z całą ideą „życia w dzielnicy”.

Prawdą jest, że przeprowadziłam się do przyczepy (z ang. trailer park – osiedle zbudowane z ruchomych domów, przypominających przyczepy – przyp. tłum.), kiedy stworzyłam pierwsze nagranie. Dostałam wtedy dziesięć tysiaków od Five Points Records i przeprowadziłam się do Manhattańskich Mobilnych Domów w New Jersey. Byłam bardzo szczęśliwa, ponieważ robiłam to wyłącznie dla siebie. Był w tym wszystkim element życia ulicznicy, gdyż nie chciałam być częścią mainstreamu, brzydziłam się nim. Próbowałam stworzyć własny kawałek sztuki, który byłby znany i bliski mi. Podobało mi się życie na własny koszt i praca ze sławnymi producentami. Byłam podekscytowana przyszłością.

Nie chciałaś być częścią mainstreamowej Ameryki, rozumiem to. A teraz?

Teraz jestem wciąż w swoim świecie. To trochę jak bycie ani tu, ani tam – muzycznie i społecznie i jakkolwiek. Ja i Barrie nie mamy zbyt wielu przyjaciół w świecie muzyki lub ludzi, którzy robią to samo, co my. Robimy coś, czego nie robi nikt inny. Wszystko zależy od pisania. Kiedyś wszystko zależało od rehabilitacji uzależnionych, w której nie pracowałam już 2 lata. Jednak zawsze chodziło o sztukę.

Nie czujesz, że masz grupę ludzi w muzyce, którzy należą do tej samej sceny… Taka grupa koleżków? To, o czym mówisz publicznie i w wywiadach – jak choćby to o słuchaniu The Doors, czy Boba Dylana – to wszystko wydaje się być takie „zwykłe”. Uważam, że to, co robisz, jest w zupełności zwykłe.

Też tak myślałam. Uważałam, że mój gust w muzyce jest normalny, ale potem spotkałam wszystkich z przemysłu muzycznego i powiedziałam sobie: „Tych ludzi nie obchodzi muzyka czy sztuka. Oni chcą być cool”. Nie spotkałam nikogo, kto tak samo jak ja i mój chłopak przejmowałby się muzyką albo kogoś, kogo obchodzi poezja – nikt, kto żyłby nią i nią oddychał. Nikogo takiego jeszcze nie poznałam. Nie mogę się porozumieć z tymi ludźmi.

Ale czy nie mówiłaś czasem, że nie jesteś nawet zainteresowana wydawaniem kolejnego albumu?

Nie jestem zainteresowana kolejnym wydawnictwem.

Ale czy pracujesz nad następnym krążkiem?

Pracuję nad muzyką, ale nie mam czasu, żeby ją wydać czy cokolwiek innego. Mogę ci puścić kilka nagrań, jeśli oczywiście chcesz? (Lana puszcza dziennikarce kilka nowych piosenek z laptopa)

Tak, oczywiście. Pracujesz nad muzyką ze swoim chłopakiem?

Tak, nad niektórymi kawałkami. Jest w tym wspaniały.

Niemal każda piosenka z „Born To Die” czy „Paradise” jest napisana w drugiej osobie. Czy zaadresowane są do tej samej osoby?

To zależy. To jest bardzo ogólne, duchowo zbiorcze. To eter. Mam określonych ludzi. To trochę jak czasy, kiedy pracowałam z moim pierwszym producentem Davidem Kahne i mieszkałam w przyczepie przez dwa lata, byłam między tym miejscem, a Williamsburgiem, miałam wtedy też chłopaka. Był to wyjątkowo szczęśliwy okres w moim życiu, do którego powracam we wspomnieniach i moich tekstach, to samo tyczy się ludzi. Ale nigdy nie powiedziałabym im tego wprost. Mam po prostu odmienny pogląd na rzeczy, które się wydarzyły.

Zamierzasz także pracować z tym samym zespołem nad kolejnym albumem?

Wydaje mi się, że dźwięk z „Born To Die” różni się od tego z „Paradise”.

Naprawdę tak sądzisz?

Tak, myślę, że „Paradise” jest o wiele lepsze.

Ja myślę tak samo.

Jest dużo mroku i patosu, tak bym to ujęła.

To się nie zmieniło w porównaniu do tego, czego teraz słuchamy. (muzyka z laptopa)

Nie. Wszystko wciąż trwa w ten sam niełatwy sposób mimo, że powinno być mi łatwiej i lepiej. Wszystko wciąż jest naprawdę trudne, co wydaje mi się być obecnym motywem mojego życia – powolny marsz do szczęścia. Definitywnie szczęśliwy cel musi zostać poprzedzony ciężką wyprawą.

Szczęście nie jest czymś statycznym. Wciąż się zmienia. Taka jest starożytna grecka definicja. Nie jest to stan rzeczy – tylko proces.

Dla mnie są momenty czystego szczęścia, ale nie możesz go osiągnąć na dłuższy czas. Wydaje mi się, że staramy się doprowadzić do jak największej liczby takich momentów.

Definitywnie. Sądzę, że brzmi to bardzo dziwnie, ale jest bardzo ogólne. Odkryłam, że niesienie pomocy i oddanie się ludziom w całości prowadzi przez drogę do ogólnego, prawdziwego szczęścia.

Czemu miałoby być to dziwne?

Ludzie nie zrozumieją tego. Uwierz mi. Ale mówię o tym z mojego doświadczenia.

Cóż, rzeczywiście jest to przykre, w takim sensie, że nie można zrobić niczego w sposób, jaki by się chciało.

Oj, to bardzo smutne. Uwierz mi. Bardzo nie fair.

A uważasz, że to jest rzecz feministyczna? Czy może anty-kobieca?

(śmiech) Nie. Uważam, że jest to przeciwne mnie.

3~10.jpg 6Ky9Tsk.jpg Di9pXsJ.jpg NTEjsjg.jpg

ŹRÓDŁO: Electronic Beats
TŁUMACZENIE:
KOREKTA:
Adam Rudolf

 


Host: Fan-Strefa.pl | Reklama